Przedszkole Samorządowe Nr 6
im. Wandy Chotomskiej

 32-400 Myślenice
ul. Ogrodowa 7
tel. /012/ 272-05-16

Strona główna
O nas
Organizacja
        Przedszkola
Programy
Nasza oferta
Oddziały
Aktualności
Publikacje

LEGENDA O LECHU, CZECHU I RUSIE
Inscenizacja
Maria Skobejko

Osoby: Matka, Lech, Czech, Rus, Chór (lud), Dzieci (współczesne).

Dzieci:       Dzieci (dwoje) w ubrankach biało–czerwonych wbiegają energicznie na scenę, rozmawiają
                        ze sobą (wiersz Katechizm polskiego dziecka). Po ostatnich słowach dialogu szybko,
                        wesoło zbiegają ze sceny.


                  Katechizm polskiego dziecka
                                                            W. Bełza
                 -Kto ty jesteś?
                 -Polak mały!
                 -Jaki znak Twój?
                 -Orzeł biały!
                 -Gdzie ty mieszkasz?
                 -Między swemi!
                 -W jakim kraju?
                 -W polskiej ziemi!
                 -Czym twa ziemia?
                 -Mą Ojczyzną!
                 -Czym zdobyta?
                 -Krwią i blizną!
                 -Czy ją kochasz?
                 -Kocham szczerze!
                 -A w co wierzysz?
                -W Polskę wierzę!

Na scenie   chata, przed chatą Matka, może wykonywać jakąś charakterystyczną dla tych czasów
                          pracę; w innym miejscu sceny Lech, Czech i Rus siedzą przy ognisku, radzą nad czymś,
                          dyskutują.


Matka:
               Szczęśliwe serce matki
               co dobrych synów ma
               - każdy mój syn z miłością
               o starą matkę dba.

                Każdy jest mężny z nich,
                tak Rus jako Czech i Lech.
                Mądrze rządzi plemieniem
                i zgodnie – każdy z trzech.

                Lecz czemuż tak się dzieje,
                że już od kilku dni
                wciąż myślą, o czymś radzą
                i coś frasuje ich?

                                                                                 Podchodzą synowie.
Rus:
                 Zacna matko, kochana,
                 problemem naszym jest,
                 że ryb już nie wystarcza
                 i nie wyżywi zwierz.
Czech:
                 Choć ludzie pracowici
                 i urodzajna ziemia
                 dla wciąż liczniejszych rodów
                 dziś więcej jej potrzeba.
Lech:
                  Toteż decyzję matko
                  taką my w trzech podjęli,
                  że dzisiaj, nie zwlekając,
                  na północ pojedziemy.
Rus:
                  Tam ziemi urodzajnej
                  jak nasza poszukamy,
                  by na niej mógł zamieszkać
                 dostatnio naród cały.

Matka:
                   Niech los wam dobry sprzyja,
                   Bóg w swej opiece ma.
                   W przyjaźni zawsze trwajcie
                    - ja sercem przy was trwam.

                                               Synowie żegnają się z matką, pakują dobytek, odjeżdżają, jadą na koniach.

Chór śpiewa  (może też być recytacja na tle muzyki):            
                                                                               Lud - w sukniach, dziewczęta wianki na głowach.
                                                słowa A. K. Torbus
                    Rycerze odważni i śmiali,
                    trzej bracia – Lech, Czech oraz Rus,
                    rodzinny swój dom pożegnali,
                   dobytek składając na wóz.

                    Na północ powiodły ich szlaki,
                    gdzie bursztyn się skrzy pośród fal.
                    Przez puszcze i stepy, rumaki
                    w nieznaną wciąż wiodły ich dal.


Czech:                                                        Zatrzymuje się przy pojawiającym się na scenie
                                                                                         krajobrazie gór. Mówi entuzjastycznie.


                      Zatrzymajcie się, bracia!

                     To jest ziemia, na którą
                     sprowadzić chcę swój lud!
                     W te żyzne doliny,
                      gęste lasy, czyste rzeki,
                     w ten kraj piękny, choć daleki.

Rus:
                     Zostań więc bracie, Czechu,
                     a my jedziem dalej, Lechu.

Lech:
                     W tej chwili rozstania
                     przysięgnijmy wespół trzech,
                     że żyć będziem zawsze w zgodzie
                     ty Czechu, ja i Lech.

Bracia razem:                          Przysięgają podnosząc dłonie w górę, przekazują sobie serdeczne uściski.

                    Przysięgamy!

Chór śpiewa:                                                         Lech i Rus jadą na koniach.
                     Rycerze odważni i śmiali,
                     dwaj bracia, Lech mężny i Rus,
                     na północ znów dalej jechali,
                     a każdy z nich marzenia wiózł.

                     O szczęścia krainie marzenia
                     jak skrzydła im przydały sił.
                     Jechali tak długie miesiące,
                     a cel drogi już bliżej był.

Rus:                                                       Przystaje niespodziewanie pełen zachwytu dla krajobrazu
                                                                                    rozległej równiny (pojawia się na scenie dekoracja).

                     Lechu, bracie!
                     Nie jadę dalej!

                     Rozległa ta równina
                     czar jakiś w sobie ma.
                     Niech tu osiądzie naród,
                     co ufnie przy mnie trwa.

Lech:
                     Rozstańmy się więc Rusie,
                     załóż tu państwo swe.
                     Marzenie twe spełnione,
                     lecz moje jeszcze nie.

                      Na północ dalej jadę.

Rus:
                     Ja zaś wybieram wschód.
                     Szczęście niech będzie z tobą.

Lech:
                     Z tobą - szczęśliwy lud.

                      I zawsze pamiętajmy,
                      cośmy przyrzekli w trzech,
                      że żyć będziemy w zgodzie,
                      ty, brat Czech i ja Lech.

Rus i Lech (razem):
                      Będziemy żyć w zgodzie!                              Uścisk podniesionych dłoni.

Chór śpiewa:                                                                      Lech odjeżdża.
                      Znów dosiadł Lech konia swojego
                      sam jeden wyruszył na szlak
                      wierząc, że kres tułaczki jego,
                      objawi się przez jakiś znak.

                       Przed zimą, już wielce zmęczony,
                       dnia pogodnego o zmierzchu,
                       zatrzymał się zauroczony
                       na jednej z polan śródleśnych.

Lech:                                                                  Pojawia się dekoracja dębu z orlim gniazdem,
                                                                                                    nad którym krąży biały orzeł. Lech przystaje i mówi
                                                                                                    z ożywieniem.

                         Tu jest moje miejsce,
                         gdzie gniazdo orła białego,
                         uwite wśród gałęzi
                         dębu rozłożystego.

                         Czyż może być gdzieś piękniej?
                         Tu skończył się mój szlak,
                         już dalej stąd nie ruszam,
                         ten orzeł to jest znak.

                          W tej bogatej krainie
                          zbuduję wielki gród,
                          by mieszkać mógł szczęśliwie
                         oddany, wierny lud.

                         Gród ten nazwiemy Gniezno!
                         Tak jak nad gniazdem swym -
                         orzeł niech nad nim krąży
                         dostojnym lotem swym.

                          On biały na tle jasnej
                          czerwieni zachodu
                          od dzisiaj będzie w herbie
                          naszego narodu.


Dzieci:                                                                          Śpiewają,
                                                                                                                 biały orzeł krąży nad sceną w pobliżu dębu.

                   Dzień dobry, Biały Ptaku
                                                    sł. Wanda Chotomska

                     Kto ty jesteś? Kto ty jesteś?
                     Polak mały.
                     Jaki znak twój, jaki znak twój,
                     dobrze wiesz.
                     Więc o Ptaku najpiękniejszym,
                     Ptaku Białym,
                     razem z nami, razem z nami
                     śpiewaj pieśń.

                      Dzień dobry, Biały Ptaku,
                      na skrzydłach niesiesz wiatr,
                      od Bałtyku kroplę wody słonej,
                      białe płatki kwiatów od jabłonek
                      i te gwiazdki śniegu znalezione
                      w słońcu Tatr.

                     Dzień dobry, Biały Ptaku,
                     twe skrzydła mocne są –
                     pod skrzydłami twymi żyzne pole,
                     jabłko na jabłoni, chleb na stole
                     i najbliższy sercu od pokoleń
                     wspólny dom.
Powrót